Co jemy w Norwegii?

 

Tu nie mam wielu przykładów ponieważ korzystaliśmy z zapasów zabranych z Polski. Trzy razy zjedliśmy coś zwiedzając miasta, ale były to dania serwowane w knajpkach na targach.

 

- kiszone śledzie (nigdzie nie można ich kupić, a przy najmniej nie trafiliśmy na takie miejsce więc znamy to tylko z opowiadań)

- grillowany wieloryb (był dostępny tylko w jednym miejscu). Podobno można kupić mrożone mięso w sklepach ale nigdzie go nie było.

- grillowane ryby i owoce morza (ceny podobne jak wieloryba)

- zupa rybna

- sery o słodkawym smaku (4-5 gatunków i warto spróbować każdego)

- słodkie rożki

- konfitury z maliny moroszki

- salami (można kupić zestaw 3 sztuk: łoś, wieloryb, renifer).

 

Nasze rekomendacje

 

- przejazd koleją Flamsbhana

- rejs po fiordzie z Flam do Gudvangen 

- wjazd kolejką szynową Floibanen i stare miasto w Bergen

- katedra w Trondheim i rejs na wyspę Munkholmen

- droga numer 55 i lodowce

- wizyta w Røros

- skocznie narciarskie w Lillehammer

- przylądek Smygehuk w Szwecji

- linie promowe TT Lines

 

Podziekowania

 

Podziękowania dla firmy drewmet-trans z Piaseczna za wsparcie techniczne, pomoc w podróży i cierpliwość dla niedoświadczonych użytkowników https://kampery.drewmet-trans.pl - pozwoliłem sobie załączyć znak firmowy namalowany na każdym kamperze.

 

Następnym razem będzie już prościej.

Powrót do storny głównej

Flamsbhana to jedna z najstarszych górskich linii kolejowych w Europie. Decyzją parlamentu Norwegii budowę rozpoczęto w 1923 roku z założeniem zasilania elektrycznego i standardowego dwuszynowego elektrowozu. Stosunkowo wysokie nachylenia podjazdów ograniczyły ładowność składu. Na trasie wybudowano 20 tuneli, a tempo ich kopania wynosiło około 1 metra dziennie. Dodatkowe 3 tunele wybudowano dla rzeki Flam aby nie prowadzić linii kolejowej przez mosty. Ostatecznie połączenie uruchomiono w 1939, ale tylko częściowo. Wybuch wojny spowodował krótką przerwę w elektryfikacji, niemieccy okupanci zastosowali małą lokomotywę parową. Pierwsi pasażerowie pojechali składem elektrycznym dopiero w 1941 roku. Warto dodać, że w czasie budowy odnotowano tylko dwa śmiertelne wypadki.

 

Czekała nas spora niespodzianka bo weszliśmy na peron jako grupa zorganizowana (bilet na 15 osób). Nasz wagon był specjalnie oznaczony i odgrodzony :-) Cena biletu 270 PLN, dzieci mają 50% zniżki, pies jedzie za darmo.

 

Wycieczka trwa około 2 godzin. Pociąg dojeżdża do końcowej staji Myrdal, gdzie można się przesiąść w pociąg do Oslo lub Bergen. Po drodze mijamy kilka malutkich postojów, gdzie zwykle się nie zatrzymujemy (chyba, że ktoś ze stałych mieszkańców czeka na dostawę kurierską). Jedyny dłuższy przystanek to wodospad Kjosfossen, o wysokości około 230 metrów. Jeżeli będziecie mieli szczęście to traficie na pokaz nimfy wodnej skaczącej po skałach wokół niego. Pociąg wraca z Myrdal do Flam po 15 minutach postoju.

 

Zabytkowe wagony wprowadzają nas w swoisty klimat początku XX wieku, a widoki za oknem są niepowtarzalne.

Powrót do autobusu przez znane już centrum pozwoliło dokonać kolejnych niezbędnych zakupów.

 

Trochę o cenach używek. Nikt z nas nie pali, ale ceny papierosów wahają się od 55 do 70 PLN za paczkę. Jeśli chodzi o alkohole to we wszystkich sklepach można kupić co najwyżej piwo do 4,5% w cenie około 15 PLN za półlitrową puszkę. Mocniejsze trunki są dostępne tylko w wydzielonych sklepach. Nie łatwo jest je znaleźć bo są ukryte w bocznych ulicach i jest ich nie wiele. Pół litra najtańszej wódki to już wydatek ponad 100 PLN.

Przez opustoszałe miasto przeszliśmy na starówkę wzdłuż rzeki Nidelvy.  Domki położone wzdłuż brzegu po raz kolejny nas zachwyciły. Ciężko zdecydować czy ładniejsze są w Bergen czy tutaj. Znaleźliśmy kultową knajpkę Antikvariatet, gdzie przy dobrym piwie można posłuchać amatorów grających na gitarach lub pianinie. Warto zapuścić się w labirynt ciasnych pokoi i korytarzy aby dotrzeć do tarasu nad rzekę.

Plan na kolejny dzień zakładał rejs promem w jedno z wybranych miesjc: wyspa Hitra, fort Austrått, plaża Vanvikan (promy 800, 805, 810), ale zdecydowaliśmy się pozostać w Trondheim - może szkoda ale taka była wola grupy.

 

Wzdłuż starych kanałów portowych i magazynów rewitalizowano centrum handlowe. Można tam spędzić chwilę na zakupach, ale to raczej miejsce rozrywki dla młodzieży. W okolicy jest kilka sklepów dla amatorów staroci - w tym sklepów z płytami. Nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności i spędziłem 30 minut w jednym z nich. Ceny poniżej średniej w Polsce więc zakupy zaliczam do udanych.

Dzień zakończyliśmy spacerem po ulicach w centrum Trondheim nie omijając sklepów z pamiątkami i lądując na przystanku autobusu linii 70.

Wysepka oddalona jest od brzegu o niecałe 2 km więc rejs trwa 10 minut. W czasach wikingów była miejscem egzekucji. W średniowieczu powstało tu opactwo benedyktynów (stąd nazwa wyspy), ale wszystkie drewniane obiekty uległy zniszczeniu w XVII wieku gdy protestantyzm dotarł w te rejony.

 

W 1661 roku ukończono budowę fortu, który służył jednocześnie jako królewskie więzienie dla elit. W 1893 roku przestano go używać gdyż stracił swoje strategiczne znaczenie obronne.

 

W czasie II Wojny Światowej w Trondheim znajdowała się baza niemieckich okrętów podwodnych. Na wyspie umieszczono baterie przeciwlotnicze, a w forcie ulokowano magazyny amunicji.

 

Obecnie wysepka traktowana jest jako miejsce wypoczynku z niewielką plażą i restauracją. Fort nie jest udostępniony do zwiedzania.

Stateczki na wyspę Munkholmen w miesiącach letnich odpływają co godzinę od 10:30 do 17:30. Powroty odbywają się o równych godzinach. Bilet kosztuje 60 PLN. Na wyspie możemy przebywać nawet cały dzień byleby wrócić ostatnim rejsem o 18.00. Z takim sternikiem jak nasz nie martwiliśmy się o bezpieczeństwo podróży.

Do centrum wróciliśmy poprzez Torvet czyli centralny plac miejski, gdzie zimą odbywają się jarmarki Bożonarodzeniowe. Latem również napotykamy kramy z rękodziełem (niekoniecznie skandynwaksim).

 

Przeszliśmy kładką nad dworcem kolejowym aby jak najszybciej dotrzeć do małego portu promowego. To część miasta z nowoczesną szklaną architekturą. Po lewej stronie pasażu nad dworcem znajdziecie największy sieciowy sklep z pamiątkami "Fjordbuda". 

Fort Kristansten jest najlepiej zachowaną XVII wieczną twierdzą w Norwegii. Budowę rozpoczęto po wielkim pożarze miasta w 1681 roku. W pełni spełniła swoje zadanie broniąc Trondheim w czasie ataku Szwedów w 1718 roku. Najbardziej okazały centralny bastion był wyposażony w stanowiska artyleryjskie i magazyny. Obecnie znajduje się w nim muzeum.

 

Po II Wojnie Światowej forteca była miejscem egzekucji przestępców oraz zbrodniarzy wojennych kolaborujących z wojskami Niemieckimi. Wcześniej Gestapo mordowało tu norweskich członków ruchu oporu.

 

Wstęp do twierdzy i muzeum jest bezpłatny, a ze wzgórza roztacza się widok na całe miasto wraz z wsypą Munkholmen.

Budowę mostu ukończono w 1685 roku. Oryginalnie była to drewniana konstrukcja wsparta na trzech kamiennych filarach. Na środku znajdowała się żelazna brama miejska funkcjonująca do 1816 roku. Na obydwu brzegach stały rogatki i strażnice gdzie pobierano myto. W 1861 roku dokonano przebudowy nadając mu obecny kształt. Widoczny z niego most Bakke jest nowszą konstrukcją z 1927 roku.

Na tyłach katedry przechodzimy przez most "Gamle bybro"  czyli stary most miejski na drugą stronę rzeki Nidelvy. Po drodze mijamy Radio Otto czyli kamienny pomnik poświęcony - Otto Nielsen znanej osobowości radiowej. Wzdłuż brzegów ciągnie się najstarsza dzielnica miasta, a wspinając się pod górę dojdziemy do twierdzy Kristansten.

Na frontowej ścianie widzimy 57 rzeźb apostołów i świętych, wiele detali zostało wykonanych przez angielskich kamieniarzy z Lincoln. Wstęp jest płatny i kosztuje 60 PLN (nie wolno wprowadzać zwierząt). Godziny otwarcia zależą od dnia tygodnia ponieważ w katedrze odbywają się msze i uroczystości. Bilety może zakupić w kasach na dziedzińcu, gdzie jest również kafeteria z barem i sklep z pamiątkami.

 

Potężne wnętrze zachwyca detalami. Imponujące organy w nawie głównej wybudowała w 1930 roku firma Steinmeyer. Mają 9600 piszczałek w 4 manuałach i klawiaturze nożnej. Zastąpiły wcześniejsze organy Wagnera z 1741 roku, które przeniesiono do nawy bocznej.

 

Za dodatkową opłatą 30 PLN można wejść na główną wieżę po 172 stopniach. Ponieważ nad katedrą góruje twierdza Kristansten, z której mamy lepszy widok, zrezygnowaliśmy ze wspinaczki.

 

W podziemiach znajdują się najstarsze nagrobki i fragmenty kamiennych trumien.

Do najważniejszych zabytków należy protestancka katedra Nidarosdomen wzorowana na angielskiej katedrze w Canterbury. Wybudowano ją w 1152 roku i przez długi czas była świątynią chrześcijańską. Znajdował się w niej grób króla Olafa II ze srebrną trumną. W 1537 roku podczas Duńskiej okupacji trumnę wywieziono i przetopiono na monety. Wtedy też uciekł z miasta ostatni katolicki biskup. W katedrze znajdują się grobowce rodziny królewskiej, a od 1814 odbywają się w niej wszystkie koronacje.

Miasto zostało założone w 996 roku i było siedzibą królów Norwegi oraz stolicą do 1217 roku (stolicę przeniesiono następnie do Bergen). Zajmuje trzecie miejsce co do liczby ludności - nieco ponad 200 tys. mieszkańców. Leży przy ujściu rzeki Nidy i początkowo nazywało się Nidaros. Nazwę zmieniono w późnym średniowieczu po podboju Norwegii przez Danię.

Zabierzcie malarską taśmę samoprzylepną. Wszystkie szafki i lodówka mają samozatrzaski ale na wąskich krętych drogach lubią się otworzyć z hukiem. Zaklejone na czas przejazdów poprawią komfort podróży. Do spania przydadzą się śpiwory lub pościel (co kto woli bo na to miejsce się znajdzie). Centralne łóżko opuszcza się nad stolikiem i wchodzimy do niego po stromej drabinie - drugiej nocy już nie spadamy.

 

Komputer sterujący strefą mieszkalną informuje o zapasach wody, prądu i zużyciu zbiorników. Trzeba go sprawdzać regularnie aby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji. Na mapach znajdziecie punkty serwisowe dla kamperów, gdzie pozbywacie się ścieków i dolewacie wody (w Polsce oznaczone często jako WC BUS).

Można zabrać mrożonki. Zasilanie lodówki jest z kilku źródeł: akumulator auta (podróż i krótki postój), zasilanie zewnętrze 230 V (na kempingu), gaz i baterie słoneczne. W czasie jazdy gaz musi być zakręcony. Krytyczna jest podróż promem - zakręcony obowiązkowo gaz i brak zasilania elektrycznego. W naszym przypadku rejs 6 godzin Świnoujście - Trelleborg było OK, ale jak macie rejs Gdynia - Szwecja może być gorzej. Mieliśmy również ze sobą walizkę z narzędziami, latarki i booster. Jeżeli możecie pożyczyć skrzynki na warzywa to najlepiej umieścić w nich zapasy. W potężnym bagażniku łatwiej będzie zachować porządek.

 

Silnik Diesla wymaga Add Blue - zapasowa bańka 10 litrów przyda się bo zwykle alarm zapala się w najmniej oczekiwanych momentach. Większość aut ma przetwornicę 230 V która podaje napięcie w czasie jazdy i po włączeniu gazu do wszystkich gniazdek. Dobrze jest o nią spytać bo włącznik znajduje się w dziwnych miejscach. Zdjęcia ze strony wypożyczalni aut dają mniej więcej pogląd jak jest w środku. 

Z Røros w kierunku Lillehammer pojechaliśmy drogą widokową numer 219 wzdłuż masywu Rondane. Jest zdecydowanie łatwiejsza niż droga 55, ale widoki są równie ciekawe. Nocowaliśmy na dużym parkingu przy stacji narciarskiej Hafjell, korzystając z darmowych toalet i natrysków. Parking jest przystosowany do obsługi kamperów i przyczep kempingowych w okresie zimowym z wieloma stanowiskami z podłączeniem do prądu. Stacja narciarska obejmuje 50 km tras z najdłuzszym zjazdem 7,5 km. Najwyższy szczyt 1059 metrów ale o śnieg w zimie raczej się nie martwimy. Do dyspozycji jest 19 wyciągów, wliczając ruchome chodniki dla najmłodszych.

Ogromne wrażenie zrobiła na nas galeria szkła, gdzie można sobie robić zdjęcia z przedziwnymi nakryciami głowy, oraz kawiarnia z zabytkowymi wnętrzami udostępnionymi dla gości.

Do atrakcji należ również zrekonstruowana kopalnia miedzi i muzeum. Wstęp kosztuje 64 PLN - niestety nie można wprowadzać psów więc obejrzeliśmy tylko zewnętrzny fragment. W programie zwiedzania jest zjazd 50 metrów pod ziemię na pół kilometrową trasę w kopalni.

Na skoczni trafiliśmy na trening na igielicie i były to pierwsze skoki narciarskie oglądane przeze mnie na żywo. Dziewczyny skakały nie gorzej od chłopaków zarówno na małej jak i dużej krokwi. Jeden z zawodników zgodził się (bardzo niechętnie), abym zrobił zdjęcie z jego nartami. Można też zrobić sobie zdjęcia na podeście w pozycji lecącego zawodnika i zajrzeć do sklepu z pamiątkami. Nasz piesek skakał prawie tak samo jak ja - nie rozłożył łapek więc stracił jakieś 10 metrów - za styl dostał jednak wyższą notę.

Przy brzegu trafiliśmy na Barszcz Sosnowskiego - niebezpieczną roślinę, którą można się dotkliwie poparzyć. Tego dnia odbywał się przy przystani zlot starych amerykańskich samochodów - doskonale utrzymane limuzyny przyciągnęły rzesze gapiów, przygrywała też muzyka country puszczana przez DJ'a w kowbojskim kapeluszu.

 

Wieczorem wjazd na nocny prom do Świnoujścia i żegnamy się ze Skandynawią pięknym zachodem słońca. Prom dopływa o 6.00 rano więc o 4.00 budzi nas wesoła muzyka i głos spikera dobiegający z głośników.

Dużo ciekawszy jest przylądek Smygehuk - najdalej na południe wysunięta  część Szwecji. To zaledwie 18 km od Trelleborg więc spędziliśmy tam całe przedpołudnie. Można wejść na czynną latarnię morską (za darmo), zjeść smaczną rybę i wydać ostatnie pieniądze w sklepach z pamiątkami. Jest ich sporo, ale ceny są wysokie bo to zwykle rękodzieło artystyczne.

Trelleborg i Smygehuk

 

Ponieważ odpływaliśmy wieczornym promem mieliśmy cały dzień na zwiedzanie, ale w Trelleborg nie bardzo jest co oglądać. Stare miasto to zaledwie kilka uliczek z górującym nad nimi kościołem. Obok jest "twierdza wikingów" bardziej przypominająca ogródek dla dzieci. Dobrze, że za zwiedzanie nie trzeba płacić.

Lillehammer

 

Miasto gościło zimowe igrzyska olimpijskie w 1994 roku i jest znane entuzjastom skoków narciarskich z licznych sukcesów polskich zawodników. Liczy niespełna 30 tys. mieszkańców więc na zwiedzanie wystarczy kilka godzin. Główny deptak w centrum prowadzi pośród XIX wiecznych drewnianych kamienic z wieloma sklepami i restauracjami. Warto podjechać pod skocznię narciarską skąd mamy panoramę na całą dolinę największego w Norwegii jeziora Mjøsa.

Røros

 

Miasteczko górnicze powstałe w XVII wieku przy kopalni miedzi. Zgodę na eksploatację złóż wydano w 1644 roku. W czasie wojny ze Szwedami zostało całkowicie zniszczone, ale przyroda zemściła się okrutnie na najeźdźcach. Źle wyposażona szwedzka armia ugrzęzła zimą w okolicznych górach. Zamarzło ponad 3000 żołnierzy dowodzonych przez generała De la Barre.

 

Gwałtowny rozwój kopalni i miasta rozpoczął się od połowy XVIII wieku. Od 1870 zaczęto używać dynamitu i maszyn, wybudowano również linię kolejową. Ostatecznie kopalnie miedzi i cynku zamknięto dopiero w 1977 r. po 333 latach eksploatacji.

 

W 1980 roku miasto wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zachowało się w nim ponad 80 drewnianych domów z XVII wieku oraz kamienny kościół wybudowany w 1784 roku. Wszystkie budynki są nadal zamieszkałe, na parterze mieszczą sklepy z pamiątkami, starociami, kawiarniami i barami. Główna ulica jest zawsze pełna turystów, ale wystarczy odbić w zaułek i napotkamy zaledwie kilka osób.

Trondheim

 

Najbardziej wysunięte na północ miasto na naszej trasie. Po trzech dniach jazdy z Bergen tu również zaplanowaliśmy dłuższą przerwę na kempingu Storsand Gård. Położony nad brzegiem fiordu około 20 km od centrum Trondheim ma doskonałą infrastrukturę łącznie z kąpieliskiem, drewnianym molo i miejscem do wędkowania. Cena pobytu 63 PLN od osoby za noc ze wszystkimi udogodnieniami.

 

Ogromną zaletą jest przystanek autobusu numer 70 znajdujący się 300 metrów od wejścia. Autobus dojeżdża do centrum miasta w 30 minut i kursuje 3 razy na godzinę. Uwaga - na telefonie trzeba zainstalować kolejną mobilną aplikację ze strony atb.no ponieważ Skyss obsługujący Bergen tutaj nie działa. Bilet jednorazowy kosztuje 20 PLN. 

 

Pogoda po raz kolejny nas nie zawiodła, chociaż wieczory były już chłodne, zwłaszcza gdy powiał zimny wiatr od fiordu i zaszło już słońce. Wtedy przydawały się czapki i ciepłe bluzy. Na tej wysokości geograficznej w lipcu praktycznie nie robi się ciemno. O 24.00 zaczyna się ściemniać ale o 2.00 nad ranem już się rozwidnia. Na szczęście wszystkie okna w kamperze mają żaluzje więc można upozorować noc.  

Co zabrać w podróż?

 

Odpowiedź nie jest prosta bo kamper ma określoną ładowność, której nie możemy przekroczyć. Z początkowych pomysłów szybko odpadły rowery i Thermomix. Przy napiętym planie zwiedzania nikt nie będzie siedział przy kuchni, a rowerów może użyjemy raz czy dwa żeby podjechać do sklepu na kempingu. Oczywiście ubrania na każdą pogodę, klapki pod prysznic, sprawdza się też pączo plażowe.

 

Zabraliśmy zapas jedzenia na conajmniej dwa tygodnie (z czego połowa wróciła z powrotem): makarony, kaszę, ryż, gotowe dania obiadowe, konserwy, pieczywo, warzywa, kawę, herbatę, przyprawy. Przydał się toster do gorących kanapek, pozostałe naczynia kuchenne są na wyposażeniu kampera wraz z zastawą stołową. Warto zabrać wodę pitną w baniakach 5 litrów. Pojemnik na wodę czystą w kamperze bywa "przymulony" i raczej używamy jej jedynie do mycia.

Droga numer 55

 

Jedna z najpiękniejszych tras widokowych prowadząca przez parki narodowe Breheimen i Jotunheimen. Nie należy do najłatwiejszych i zdarzają się odcinki gdzie ciężko się minąć z drugim samochodem. Po drodze korzystamy z przeprawy promowej ‎⁨Lærdal⁩. 

Kolejne lodowce są widoczne w Bøverdal. Na przełęczy jest spore schronisko i ścieżka widokowa. Po drodze na poboczach "nocuje" dużo kamperów.

Położony bliżej Trondheim punktu widokowego Snøhetta Gruvedrift wymaga objazdu przez boczne drogi. Musimy dojść około 1 km na piechotę, pozostawiając samochody na parkingu. Okolica jest zachwalana jako ostoja dzikich zwierząt np. piżmowołów. Niestety oprócz stadka owiec nie udało nam się niczego napotkać. Warto jednak wejść dla samego widoku. Na szczycie stoi futurystyczna chata z potężnym panoramicznym oknem, kominkiem i siedziskami w formie amfiteatru.

Nocleg na dziko na małym parkingu przy drodze niedaleko Lom. Ciekawe, że około 22.00 ruch zamiera i do rana jest bardzo cicho - można się wyspać.

 

Zaryzykowaliśmy kolejny wjazd płatną szutrową drogą do schroniska Spiterstulen, z którego można ruszyć na górski tracking po okolicy. Góry w Norwegii nie są wysokie - najwyższe szczyty osiągają 2500 metrów. Płatność za drogę trzeba uiścić na stronie Autopay.io. Schronisko jest komfortowe, przy wejściu zdejmujemy buty i zakładamy przygotowane dla gości klapki. Znajdziemy tu również niewielki sklep z pamiątkami.

I tu robi się już zimno. Pogoda była dla nas łaskawa i większość czasu spędzaliśmy w krótkich spodniach i sandałach, co nie jest typowe dla Norwegii nawet w lipcu. Woda w fiordach lodowata i amatorów kąpieli jest niewielu. Wszedłem dwa razy ale nie pływałem - to było raczej szybkie zanurzenie jak po saunie. Na płaskowyżu Bøverdal trzeba przeskoczyć w ciepłe ciuchy i kurtki.

Wspinaczka po nim nie jest prosta ze względu na liczne szczeliny i staczające się bryły lodu. W ostatnich latach zginęło tam kilkanaście osób. 

W połowie XVIII wieku w czasie bardzo surowych zim lodowiec rozrósł się znacznie niszcząc okoliczne farmy. Od tego czasu zajmuje nieco mniejszy obszar.

Jezioro Nigardsbrevatnet jest zbiornikiem wodnym powstałym z topiącego się lodowca. Idąc jego brzegiem przechodzimy przez formację skalne wypolerowane przez lód w ciągu minionych tysięcy lat.

Jeżeli zdecydujecie się podjechać pod lodowiec Nigardsbreen to w Sogn wjeżdżacie na płatną szutrową drogę. W ciągu 48 godzin musicie dokonać płatności poprzez stronę PassPay.no podając numer rejestracyjny samochodu. Opłata wynosi 40 PLN. Z parkingu możecie dalej przejść na piechotę, ale polecam rejs łodzią po jeziorze Nigardsbrevatnet, który skróci wędrówkę. Cena około 35 PLN.

 

Dla amatorów wspinaczki organizowane są "profesjonalne" wejścia na jęzor lodowca z przewodnikiem. Dostajecie raki i czekany, trzeba mieć odpowiednie buty trackingowe - ceny nie sprawdzałem.

Wędrując wokół basenu portowego trafimy na skupisko plenerowych restauracji z wyborem stosunkowo niedrogich dań obiadowych. Szczególnie polecam ryby i owoce morza. Pomimo skrupułów humanitarnych zdecydowaliśmy się na steki z wieloryba. Skandynawowie traktują te ssaki jak każdą inną morską zdobycz i w sklepach można kupić mrożone mięso lub kiełbasy z wieloryba. Cena porcji obiadowej nie różni się od łososia z grila i wynosi około 80 PLN. Mięso smakuje jak polędwica wołowa, może jest tylko bardziej twarde. Bardzo polecam spróbować.

 

Stary port wykorzystywany jest wyłącznie przez małe jednostki wycieczkowe i jachty. Większe statki cumują przy nowym nabrzeżu. W naszym napiętym planie mieliśmy tylko jeden dzień na zwiedzanie miasta. Trochę żałujemy, że nie mogliśmy zostać dłużej bo część interesujących miejsc musieliśmy pominąć.

Słynny obraz "Krzyk" namalowany w 1893 roku przez Munch'a jest motywem wielu śmiesznych przeróbek. Nie udało nam się dotrzeć do muzeum w Oslo. Czas nie pozwolił również na wizytę w muzeum Edavrda Griega, które mijaliśmy przy wjeździe do Bergen.

 

Najbardziej rozpoznawalny fragment miasta to deptak portowy Bryggen. Stara drewniana zabudowa z wąskimi korytarzami zachęca turystów do zagłębienia się w labirynt sklepów z pamiątkami, rękodziełem, ubraniami i jedzeniem. Cały kwartał uliczek jest drewniany i pochodzi w większości z 1702 roku. Część uległa spaleniu w pożarze w 1955 i została pieczołowicie zrekonstruowana.

Najstarsze dzielnice miasta skupione są wokół portu i łatwo do nich trafić. Zwiedzanie warto rozpocząć od wjazdu kolejką szynową na wzgórze Fløyen. Linia powstała w 1918 roku, ale została unowocześniona i wyposażona w nowe wagony. Ze wzgórza mamy panoramę całego miasta (koszt biletu dla dorosłego 80 PLN). Można odpocząć w parku, skorzystać z restauracji i barów, dla najmłodszych zbudowano plac zabaw. Bilety kupujemy w automatycznych kasach na dolnej stacji. 

Bergen

 

Drugie co do wielkości miasto w Norwegii liczące niecałe 300 tys. mieszkańców. Osada rybacko - kupiecka została założona pod koniec XI wieku. Była ważnym ośrodkiem politycznym oraz stolicą Norwegii aż do początku XX wieku. Pełniła też rolę centrum kulturalnego i naukowego.

 

Odradzam wjazd kamperem do centrum ze względu na brak miejsc postojowych. Najlepiej pozostawić auto na obrzeżach w pobliżu linii tramwajowej lub autobusowej. Na telefonie należy zainstalować aplikację Skyss pozwalającą na zakup biletów (cena jednorazowego przejazdu około 20 PLN).

Pies w pdróży

 

Jeżeli chcemy zabrać naszego czworonoga to musimy wcześniej uzgodnić to z wypożyczalnią kamperów. Nie zawsze jest to akceptowane, czasami wymaga dodatkowej opłaty, czasami nie ma problemu.

 

Zwierzak musi mieć paszport i "chipa". W paszporcie znajduje się informacja o aktualnym szczepieniu przeciwko wściekliźnie oraz potwierdzone przez weterynarza odrobaczenie na 48 godzin przed wjazdem na teren Norwegii.

 

Przy zakupie biletów na prom zaznaczamy opcję podróży z psem. Dostajemy wtedy specjalną kabinę - różni się od standardowej plastikową wykładziną zamiast dywaników na podłodze. Na promie znajdziecie specjalną przestrzeń na zewnątrz ze sztuczną trawą i piaskownicą.

 

Obowiązkowe jest prowadzenie psa na smyczy i zakładanie kagańca we wszystkich środkach transportu. To ostatnie nie jest surowo przestrzegane i nasz pies nigdzie kagańca nie nosił. Bez smyczy się nie obejdziemy - nie widzi się nigdzie wolno biegających zwierząt (pomijam własne obawy, że zestresowany pies gdzieś ucieknie).

 

Zabraliśmy własną karmę i legowisko, które rozkładaliśmy w kabinie na promie i w kamperze. Dużą niedogodnością dla zwierzaka jest brak okien na jego wysokości w trakcie podróży. Psy przyzwyczajone do widoków na zewnątrz są zaniepokojone trzęsącym się pojazdem widzianym z poziomu podłogi.

 

Psy są uprzywilejowane: nie płacimy za nie we wszyskich środkach transportu, nie ma dodatkowych opłat na kempingach. Nie można ich natomiast wprowadzać do sklepów i restauracji.

W czasie rejsu możemy korzystać z kilku zewnętrznych pokładów. W środku znajdziemy wspólną przestrzeń z fotelami i stolikami oraz bufet (dodatkowo płatny).

 

Wracając autobusem przejedziemy przez 25 kilometrowy tunel - najdłuższy w tej części Norwegii. Wewnątrz jest kilka placów manewrowych pozwalających na postój w przypadku awarii auta lub zawrócenie nawet dużym samochodem ciężarowym.

Atrakcją dla dzieci jest wioska wikingów, gdzie młodzi adepci mogą poćwiczyć strzelanie z łuku. Wikingowie przebrani w odpowiednie stroje okazali się polską grupą rekonstrukcyjną z kontraktem na cały sezon 2026.

Zwiedzanie wioski kosztuje 105 PLN dla dorosłego. Dzieci mają 50% zniżki, psów wprowadzać nie można.

 

Nad brzegiem fiordu znajdziemy trawiastą plażę z drewnianymi ławami. Przy stacji benzynowej jest sklep spożywczy. Zdesperowani mogą skorzystać z kąpieli, jest również sauna na brzegu, ale ceny nie sprawdzałem.

Rejs promem elektrycznym z Flam do Gudvangen jest obowiązkowym punktem programu. Można wybrać opcję powrotu promem lub autobusem. Mamy do dyspozycji kilka rejsów dziennie i różne godziny odjazdu autobusu. Warto zrobić sobie 2 -3 godzinny postój w Gudvangen, gdzie możemy zjeść obiad w kilku samoobsługowych restauracjach w dosyć przystępnych cenach. Prom płynie około 2 godzin, przejazd autobusem zajmuje 30 minut.

 

Koszt wycieczki z opcją powrotu autobusem to 330 PLN od osoby. Jak wszędzie dzieci maja 50% zniżki i pies jedzie za darmo.

Punkt widokowy Stegastein jest uważany za najlepszy widok na fiordy w Norwegii.. Drewniano - szklana konstrukcja przypomina skocznię narciarską. Wstęp jest bezpłatny, ale droga dojazdowa nie kwalifikuje się dla kamperów. Z Flam można zamówić wycieczkę minivanem w cenie 210 PLN od osoby. Postój na górze trwa około 20 minut bo parking jest bardzo mały i kierowcy starają się rozładować tłok na platformie widokowej. Wraz z przejazdem cała wyprawa trwa około 2 godzin.

 

Czy warto wydać na to pieniądze musicie oceń sami na podstawie zdjęć.

Ze względu na dużą grupę rezerwowałem pobyt i wycieczki z dużym wyprzedzeniem, korzystając z oficjalnych stron: https://www.flaam-camping.no/

https://www.norwaysbest.com/

 

Kalendarze rezerwacyjne otwierane są zwykle 3 miesiące przed planowanym terminem pobytu. Warto sprawdzać je regularnie bo część atrakcji wykupują duże biura podróży i za chwilę są niedostępne. Dość powiedzieć, że przejazd koleją Flamsbhana mieliśmy o godzinie 7.20 rano. Pozostałe godziny były już wykupione przez grupy ze statku wycieczkowego.

Jedyny słupowy kościół w Norwegi, który przetrwał do naszych czasów możemy obejrzeć w miejscowości Borgund niedaleko Flam. Został wybudowany wyłącznie z drewna około 1150 roku. Konstrukcja wspiera się na 12 słupach, stanowiących nawę główną. Wystrój jest niezwykle surowy jak przystało na kościoły protestanckie. W środku panuje półmrok ponieważ oświetlenie stanowią wyłącznie wąskie otwory okienne.  Bilet wstępu kosztuje 60 PLN. Do kościoła nie można wprowadzać psów, ale spacer po dziedzińcu z czworonogiem na smyczy jest dozwolony.

Pierwszy dzień po odebraniu samochodów spędziliśmy podróżując z Warszawy w kierunku Świnoujścia. Nocleg na MOP za Gorzowem Wielkopolskim nie należał do najprzyjemniejszych właśnie ze względu na McDonalds i stację paliw. Prom startował o 16.00 więc po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku Szczecina. W Trelleborg byliśmy na 22.00 i znaleźliśmy spokojne miejsce noclegowe 30 minut jazdy od miasta.

 

Kolejny dzień zajął przejazd przez Szwecję na granicę z Norwegią przy zabytkowym moście Svinesund. Na wcześniej zarezerwowany kemping we Flam dotarliśmy trzeciego dnia i tam zrobiliśmy trzydniowy postój. Atrakcje we Flam opiszę w dalszej części.

 

Siódmego dnia rano ruszamy do Bergen, niby blisko a jedziemy ponad 4 godziny. Zwiedzamy miasto i wieczorem wracamy w kierunku Flam z noclegiem w Gudvangen.

 

Kolejny etap to parki narodowe i lodowce w Jostedal z noclegiem w polu w okolicach Lom. Dziewiątego dnia wieczorem dojeżdżamy na kemping Storsand Gard koło Trondheim. I tu mamy kolejną przerwę w podróży i dwa dni na zwiedzanie miasta.

 

Przejazd do starego miasteczka górniczego Roros, całodniowe zwiedzanie i następna malownicza górska przeprawa do Lillehammer. Nocujemy na parkingu stacji narciarskiej Hafjell.

 

Trzynastego dnia docieramy z powrotem do Szwecji i nocujemy koło Udevalla. Ostatniego dnia docieramy do Trelleborg. Tym razem mamy nocny prom o 22.00, co pozwala na zwiedzenie miasta i wizytę na najbardziej na południe wysuniętym przylądku Szwecji - Smygehuk.

 

W Świnoujściu jesteśmy o 5.00 rano i spędzamy dzień w trasie powrotnej do Warszawy.

To je

Flam

 

Mała miejscowość położona na krańcu fiordu Aurlands, będącego odnogą fiordu Sogne. Sogne to największy fiord w Norwegii, ma długość 203 km przy głębokości sięgającej 1308 metrów.

 

Flam ma około 450 stałych mieszkańców. W okresie letnim na kempingu przebywa ponad 1500 osób, a codziennie rano do nabrzeża przybija wycieczkowiec, z którego schodzi na ląd 5000 pasażerów. W małym centrum robi się wtedy ciasno. Znajdziecie tu punkt obsługi turystycznej z przystaniami promowymi, stacją kolei Flamsbahna, dworcem autobusowym i mnóstwem sklepów z pamiątkami i ubraniami. Obrazu domyka kilka restauracji, niewielkie targowisko, food tracki i market spożywczy.

 

Wybraliśmy to miejsce na 3 dniowy postój i zaplanowaliśmy kilka wycieczek po okolicy korzystając z lokalnych środków transportu aby odpocząć od jazdy kamperem. Cena pobytu za dzień 72 PLN od osoby (kamper, podłączenie do prądu, 4 osoby, pies, wszystkie udogodnienia kuchenne i toalety). Punkt serwisowania kamperów wliczony w pobyt - spróbujecie porównać z pobytem na kempingu na Helu.

To je

W drodze do Flam

 

Przez Szwecję podróżuje się dosyć komfortowo ponieważ poruszamy się po bezpłatnych autostradach, a nieliczne spowolnienia czekają nas jedynie przy Gothenburg. Prędkości jednak nie przekraczamy bo szkoda pieniędzy, a kamper spala sporo paliwa przy szybkości ponad 90 km/h. Jeżeli mamy tempomat to 105 będzie w miarę ekonomicznie (na autostradach można jechać do 120, na zwykłych drogach do 80 km/h).

 

Przejazd z przerwami na posiłki i odpoczynek i tak zajmie cały dzień. Jeżeli wieczorem dotrzemy do granicy przy zabytkowym moście w Svinesund to plan podróży na dzisiaj został osiągnięty. Mamy kilka miejsc przy moście na darmowy nocleg (w tym toalety) i zwiedzamy most. Granica Szwecja - Norwegia to okazja do zakupów "Tax Free", ale oferta nie jest zbyt bogata. Po stronie Norweskiej czuwa patrol policji celnej, która skupia się głównie na rodakach.

 

Budowę starego mostu Svinesund rozpoczęto w 1939 roku. Częściowo została przerwana w czasie działań defensywnych Szwecji w czasie II Wojny Światowej. Fragment mostu został wysadzony w 1942 roku z obawy zajęcia Szwecji przez Niemców okupujących Norwegię. Ostatecznie przeprawa została ukończona w 1946 roku. Most ma długość 420 metrów i wznosi się 65 metrów nad powierzchnią wody.

 

Na odcinku do Oslo widoki są raczej nudne i trochę przypominają podróż przez kraje nadbałtyckie. Okolica mało zaludniona, głownie lasy, pola i pastwiska. Teren urozmaica się nieco dalej, gdy zaczynają się góry. Droga przechodzi w jednopasmową z licznymi tunelami. Średnia szybkość spada do 50 km/h.

To je

Plan podróży

 

Od początku zdawaliśmy sobie sprawę z ograniczeń czasowych, dlatego założyliśmy dotarcie do Trondheim i powrót. Marzenia o Lofotach i kole podbiegunowym pozostaną niezrealizowane, chyba, że polecimy samolotem do Oslo, tam wynajmiemy samochód i ruszymy bezpośrednio na północ.

To je

Kamperem przez Skandynawię

 

Wyjazd do Norwegii do najtańszych się nie zalicza więc kamper będzie opcją najbardziej oszczędną. Jeżeli rozdzielicie koszty wynajęcia na 4 osoby - dwutygodniowy pobyt będzie do udźwignięcia. W miesiącach letnich oferta pojazdów jest ograniczona dlatego warto rezerwować auto już na jesieni. Umowa najmu jest bardzo precyzyjna i zawiera regulamin, które to dokumenty musimy dokładnie przestudiować aby nie było później nieporozumień. Dosyć istotnym punktem jest brak limitu kilometrów, co pozwoli na swobodnie planowanie trasy przejazdu.

 

Drugi etap to rezerwacja przeprawy promowej. Operatorzy promowi zwykle otwierają Internetowy kalendarz rezerwacji na 6 miesięcy wcześniej. Jeżeli jedziecie sami to nie ma się czym stresować bo na zaplanowany dzień coś się znajdzie. W naszym przypadku: wyprawa czterema kamperami z dwoma psami robi się trochę nerwowo. Dla osób z psami są specjalne kabiny, których ilość jest ograniczona. Fajnie jest płynąć wspólnie jednym promem żeby zsynchronizować dalszą podróż. Jedyną linią, która otwiera rezerwacje wcześniej jest TT-Line. Dlatego już w grudniu wszyscy kupiliśmy bilety na przeprawę w dwie strony na trasie Świnoujście - Trelleborg.

 

Na smartfonie instalujemy przydatne w podróży aplikacje: Park4Night i EPASS24. Pierwsza pozwoli znaleźć przyzwoite nieodpłatne miejsca na nocleg. W Polsce często są to MOP'y - jeżeli zdecydujecie się na na nocleg to poszukajcie takiego bez stacji paliwowej i jadłodalni (McDonald, KFC) - będzie cicho i spokojnie. W Skandynawii można zanocować w zasadzie wszędzie gdzie znajdziemy miejsce, ale musimy dostosować się do miejscowych zasad i lokalnych przepisów np. minimum 100 metrów od zabudowań. Park4Night zwykle zawiera dokładne opisy miejsc z komentarzami innych podróżników więc łatwo coś dopasować do naszych oczekiwań.

 

EPAS24 załatwi temat płatności za drogi w Szwecji i Norwegii. Po założeniu konta rejestrujemy swój kamper. Proszę pamiętać o zaznaczeniu opcji, że pojazd jest wypożyczony i podaniu okresu użytkowania. Unikniemy w ten sposób przypadkowej opłaty za innych dzierżawców auta. Dodajemy w płatnościach swoją kartę kredytową. Po rejestracji aplikacja dokona próbnej transakcji w celu weryfikacji karty (z zerowym obciążeniem). Płatności schodzą bardzo długo, więc nie należy się niepokoić (do kilku miesięcy po powrocie).

 

Wreszcie możemy zaplanować podróż uwzględniając nasze preferencję i wytrzymałość kierowców. Odradzam przejazdy dłuższe niż 400 km dziennie - kamper jedzie wolno i 8 godzin w aucie zepsuje całą przyjemność wyjazdu. Co dwa - trzy dni warto zaplanować stacjonarny pobyt na kempingu, gdzie rozbijamy obóz i nie ruszamy samochodu.

NORWEGIA

lipiec 2026

kamperem przez Skandynawię